Wejście skategoryzowane jako ‘Osobiste’
Plany nadgonienia wielu spraw i wykonania garści innych istotnych zadań chwilowo sparaliżowane – mimo obiecujących postępów wróg powraca z odsieczą. Następuje przykucie do łóżka na kilka (o tych kilka za dużo) dni, wobec czego muszę spasować. Złości mnie ta niemożność działania, litery i cyfry zlewające się w czarne plamy tuszu, ciało nie tolerujące dźwięków nie będących szeptem ani pożywienia innego niż pieczywo z masłem. Rozdrażnienie potęguje świadomość bezproduktywnie uciekającego czasu i nieprzesuwalność wiszących nad głową terminów. Czy naprawdę nie da się przełożyć tego mojego chorowania na inny termin? Mam w grafiku trochę wolnego czasu przed Nowym Rokiem.
Termin upragnionego szkolenia zbliża się wielkimi krokami, właściwie już czas najwyższy decydować, bukować bilet, a ja wciąż słaba i z zaległościami, których nadrobienie ustanowiłam warunkiem wyjazdu. Owszem, podgoniłam gilotynę, ale to wciąż za mało. Nadal też przede mną wizyta u przesympatycznego lekarza, który podejmie decyzję – ciąć czy nie. Następna szansa na to szkolenie w połowie lutego.
Ph. donosi, że będzie dwa dni w Berlinie, zanim wchłonie go kontrakt w kolejnym bardzo dalekim kraju (o restrykcyjnych warunkach wjazdu ze względów bezpieczeństwa), a ja nerwowo zerkam na termometr – niech chociaż gorączka mi spadnie, żebym mogła wsiąść w pociąg, z resztą dolegliwości sobie poradzę.
PS. Dla zwolenników happy-endów: Temperatura obniżyła się do akceptowalnego poziomu, a organizm zaczął przyjmować szerszy wachlarz pokarmów, więc dzisiejszy wpis sponsoruje jeden z berlińskich hot spotów
Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: notatnik, tu i tam
Szczęście ma dla mnie barwę henny, którą na mojej dłoni tradycyjny wzór maluje młoda dziewczyna o pakistańskich korzeniach.
Szczęście ma dla mnie twarz pięciolatka, który wyłowiwszy mnie z tłumu, rzuca mi się na szyję z radosnym okrzykiem: „Ciociu, popatrz, jak ja uduszam z miłości!”
Szczęście ma dla mnie temperaturę ciała śpiącego Ph., który swoim ciepłem ogrzewa moje sny.
Szczęście ma dla mnie dotyk trawy, po której biegam i tańczę boso w parku.
Szczęście ma dla mnie dźwięk strzelających w ogniu polan drewna, słyszalnych mimo dziarskiego śpiewu przy akompaniamencie gitary.
Szczęście ma dla mnie zapach soli morskiej w wilgotnym powietrzu, którym silny wiatr wypełnia brukowane uliczki miasta.
Szczęście ma dla mnie kształt okręgu, który tworzą moi przyjaciele wokół zgromadzonych na podłodze pyszności, czekając na zachód słońca, by zasiąść do iftar.
Szczęście ma dla mnie smak przypraw korzennych w grzanym winie i herbacie, bez których nie obędą się spotkania w deszczowe wieczory, pełne rozmów o najważniejszych sprawach tego świata.
W trzeciej części filmu „Niekończąca się opowieść” pamięć Bastiana, głównego bohatera, przybiera formę szklanej misy wypełnionej po brzegi kryształowymi kulkami. W przejmująco chłodne dni chciałabym sięgnąć do takiej misy, by obejrzeć i przeżyć znów własne kryształowe wspomnienia, nie popadając równocześnie w melancholię. Chciałabym mniej tęsknić do miejsc, w których zostawiłam część siebie.
Kategorie: Blisko i daleko · Filmowo · Osobiste
Otagowane: notatnik, peace studies, tu i tam
Za oknem jesień. Nie mogę do niej przywyknąć, wciąż mi zimno, wyciągam z szafy gruby sweter, włączam ogrzewanie.
Kolejny raz w tym kwartale odwiedzam tego sympatycznego lekarza, niechcący martwię go wynikami badań, znów słyszę: “Bardzo nie chcę Pani ciąć, naprawdę”. Wychodzę z plikiem recept i skomplikowanym grafikiem dawkowania.
Próbuję wykrzesać z siebie jak najwięcej energii do pracy nad sprawą, która wisi nade mną jak gilotyna, gotowa w każdej chwili spaść i odciąć mi głowę. Wyznaczam konkretne cele i ścigam się z czasem.
Nieśmiało snuję pomysły i robię plany, jeszcze bardzo wstępne, zależne od wielu czynników, na które nie mam wpływu. Bardzo chcę pojechać na czterotygodniowe szkolenie i choć obawiam się, iż fundusze i wspomniana gilotyna nie pozwolą mi zrobić tego w listopadzie, nie poddam się tak łatwo.
Pielęgnuję selektywną percepcję, udaję, że stanu podgorączkowego nie ma oraz nie odczuwam skutków ubocznych koktajlu leków. Podlewam wrzosy stojące na parapecie, wpatruję się w brzozy za oknem, ogrzewam dłonie i policzki kubkiem pachnącej kawy. Wierzę, że będzie dobrze.
Kategorie: Osobiste
Otagowane: notatnik
Jestem. Tęskniłam. Bardzo.
Kategorie: Osobiste
Otagowane: notatnik
And it’s too hard to focus through all this doubt,
I keep making these to-do lists, but nothing gets crossed out.
Conor Oberst, Nothing Gets Crossed Out
Kategorie: Muzycznie · Osobiste
Otagowane: cudzymi słowami