Wejście skategoryzowane jako ‘Książkowo’
Od poprzedniej notki czasu jakby nie przybyło. Tonę w zaległościach, puste miejsca po pozycjach, które z satysfakcją skreślam z listy rzeczy do zrobienia, szybko wypełniają się kolejnymi.
Od czasu do czasu lekko drżą mi dłonie. To skutek uboczny leków, nic groźnego, a jednak czuję się nieswojo, gdy kolejny raz rozlewam niesioną herbatę.
Mam dziwne poczucie, że pewnym sensie zataczam koło. Znów kiepsko sypiam, wracają wyczerpujące sny, dręczące fale pół-świadomych wspomnień. Wracają słabość i napady bólu, o których zdążyłam już zapomnieć. Przy łóżku kładę dodatkowy listek tabletek i „zestaw awaryjny”, do łask przywracam sprawdzone specyfiki – poduszkę elektryczną, melisę, ukochane fragmenty Grey’s Anatomy, prozę Murakamiego. Próbuję odgonić rozczarowanie samą sobą – po wielu tygodniach radości z poprawy nie rozumiem, skąd ten nagły krok w tył.
Dni robią się coraz gorętsze. Gdy burza ochładza powietrze, wychodzę na chwilę taras, czytam „Na północ od granicy, na zachód od słońca” i zachwycam się napotkanym fragmentem:
Długo wpatrywałem się w mokre od deszczu jezdnie. Raz jeszcze stałem się dwunastoletnim chłopcem, godzinami gapiącym się na deszcz. Jeśli wystarczająco długo patrzy się na deszcz i nie myśli o niczym, człowieka stopniowo ogarnia uczucie, że jego ciało się uwalnia, otrząsa z rzeczywistości świata. Deszcz ma hipnotyzującą moc.
Przypadkiem trafiam na „Niebo nad Paryżem” któregoś wieczora. Przypominam sobie swój zeszłoroczny zachwyt nad tym pełnym uroku filmem i Ph. szepczącego, że zabierze mnie kiedyś do Paryża.
Tak, brakuje mi tego naszego współdzielenia codzienności.
Kategorie: Filmowo · Książkowo · Osobiste
Otagowane: cudzymi słowami, notatnik
Po powrocie zasypuje mnie ogrom spraw do załatwienia. Mam wrażenie, że jedna doba uciekła mi gdzieś w próżnię. Porządkuję tę kakofonię zadań za pomocą list rzeczy do zrobienia, notatek, dodatkowych wpisów w kalendarzu. Przypominam sobie o zegarku, rytmie godzin i minut. Powoli ogarniam chaos.
Rankami za oknem mleko, słońce wychodzi zza chmur dopiero, gdy docieram do pracy. Momentalnie porywa mnie wir obowiązków. Przez pierwsze dni próbuję pacyfikować bóle głowy i przeraźliwe ziewanie kawą, ale przy braku efektów po drugiej filiżance wywieszam białą flagę. Na szczęście jest jeszcze dobra energia zespołu, dzięki której szybko wracam na właściwe tory i kolejny raz przekonuję się, że z każdym tygodniem kocham tę pracę jeszcze bardziej. Wieczorem otwieram okno, by nacieszyć się majową burzą nad Poznaniem.
Spacerując między półkami w poszukiwaniu prezentu ślubnego dla M. i Ś., nie mogę nie wziąć do ręki tej książki Wojciecha Jagielskiego. Pragnę jej natychmiast, odkładam równie szybko – wszystko w swoim czasie. Po kilkunastu minutach jednak po nią wracam, choć obiecuję sobie, że zajrzę do niej dopiero, gdy dokończę porządkowanie własnych wrażeń z Ugandy.
Kupiłabym trochę czasu.
Kategorie: Blisko i daleko · Książkowo · Osobiste
Otagowane: notatnik, tu i tam
Gdy przewracam kartki wstecz i odczytuję te swoje zapiski, to tak jakbym zapalała zapałki w ciemności. Obrazki, scenki z życia wyłaniają się z mroku na chwilę i gasną razem z wątłym płomykiem. Ale przecież są zatrzymane i znów mogę „rozpalić” od nich swoją pamięć.
Nie tak wiele zostaje „na zawsze”, a jednak wydaje mi się, że to, co zapisane, zostaje uratowane i jest potem jak odnaleziony skarb, cenne znalezisko, wiecznotrwała chwila.
Ludzie, którzy nie zapisują swego życia, wydają mi się szaleńcami, lekkoduchami, umierają cali każdego dnia, nawet o tym nie wiedząc.
[Anna Janko, "Dziewczyna z zapałkami"]
Nie jestem tak surowa wobec innych. Sama jednak piszę, odkąd pamiętam i nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej*. Notuję na karteluszkach, serwetkach, tyłach wizytówek, ulotkach, paragonach, marginesach książek, stronach kalendarza. Pióro, ołówek i kilka kartek to pierwsze, co wkładam do torebki. Bez czegoś do pisania przy sobie czuję się naga.
Piszę, więc jestem.
[*Wyjątek zrobiłam tylko dla momentów, gdy było bardzo źle, na zasadzie wyparcia – bez dokumentacji słownej łatwiej udawać, że się nie zdarzyły.]
Kategorie: Książkowo · Osobiste
Otagowane: cudzymi słowami, inspiracje
“I nadeszła chwila, w której ryzyko pozostania ściśniętym pąkiem stało się bardziej bolesne niż ryzyko rozkwitnięcia.”
[Anais Nin]
Tak. Czuję, że już czas.
Kategorie: Książkowo · Osobiste
Otagowane: cudzymi słowami