Brytyjka

Wejście skategoryzowane jako ‘Blisko i daleko’

Sick of being sick.

październik 23, 2009 · 7 komentarzy

Plany nadgonienia wielu spraw i wykonania garści innych istotnych zadań chwilowo sparaliżowane – mimo obiecujących postępów wróg powraca z odsieczą. Następuje przykucie do łóżka na kilka (o tych kilka za dużo) dni, wobec czego muszę spasować. Złości mnie ta niemożność działania, litery i cyfry zlewające się w czarne plamy tuszu, ciało nie tolerujące dźwięków nie będących szeptem ani pożywienia innego niż pieczywo z masłem. Rozdrażnienie potęguje świadomość bezproduktywnie uciekającego czasu i nieprzesuwalność wiszących nad głową terminów. Czy naprawdę nie da się przełożyć tego mojego chorowania na inny termin? Mam w grafiku trochę wolnego czasu przed Nowym Rokiem.

Termin upragnionego szkolenia zbliża się wielkimi krokami, właściwie już czas najwyższy decydować, bukować bilet, a ja wciąż słaba i z zaległościami, których nadrobienie ustanowiłam warunkiem wyjazdu. Owszem, podgoniłam gilotynę, ale to wciąż za mało. Nadal też przede mną wizyta u przesympatycznego lekarza, który podejmie decyzję – ciąć czy nie. Następna szansa na to szkolenie w połowie lutego.

Ph. donosi, że będzie dwa dni w Berlinie, zanim wchłonie go kontrakt w kolejnym bardzo dalekim kraju (o restrykcyjnych warunkach wjazdu ze względów bezpieczeństwa), a ja nerwowo zerkam na termometr – niech chociaż gorączka mi spadnie, żebym mogła wsiąść w pociąg, z resztą dolegliwości sobie poradzę.

PS. Dla zwolenników happy-endów: Temperatura obniżyła się do akceptowalnego poziomu, a organizm zaczął przyjmować szerszy wachlarz pokarmów, więc dzisiejszy wpis sponsoruje jeden z berlińskich hot spotów :-)

Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: ,

Małe tęsknoty czyli nostalgiczna notka o szczęściu.

październik 15, 2009 · 9 komentarzy

Szczęście ma dla mnie barwę henny, którą na mojej dłoni tradycyjny wzór maluje młoda dziewczyna o pakistańskich korzeniach.

Szczęście ma dla mnie twarz pięciolatka, który wyłowiwszy mnie z tłumu, rzuca mi się na szyję z radosnym okrzykiem: „Ciociu, popatrz, jak ja uduszam z miłości!”

Szczęście ma dla mnie temperaturę ciała śpiącego Ph., który swoim ciepłem ogrzewa moje sny.

Szczęście ma dla mnie dotyk trawy, po której biegam i tańczę boso w parku.

Szczęście ma dla mnie dźwięk strzelających w ogniu polan drewna, słyszalnych mimo dziarskiego śpiewu przy akompaniamencie gitary.

Szczęście ma dla mnie zapach soli morskiej w wilgotnym powietrzu, którym silny wiatr wypełnia brukowane uliczki miasta.

Szczęście ma dla mnie kształt okręgu, który tworzą moi przyjaciele wokół zgromadzonych na podłodze pyszności, czekając na zachód słońca, by zasiąść do iftar.

Szczęście ma dla mnie smak przypraw korzennych w grzanym winie i herbacie, bez których nie obędą się spotkania w deszczowe wieczory, pełne rozmów o najważniejszych sprawach tego świata.

W trzeciej części filmu „Niekończąca się opowieść” pamięć Bastiana, głównego bohatera, przybiera formę szklanej misy wypełnionej po brzegi kryształowymi kulkami. W przejmująco chłodne dni chciałabym sięgnąć do takiej misy, by obejrzeć i przeżyć znów własne kryształowe wspomnienia, nie popadając równocześnie w melancholię. Chciałabym mniej tęsknić do miejsc, w których zostawiłam część siebie.

Kategorie: Blisko i daleko · Filmowo · Osobiste
Otagowane: , ,

Kupię czas. Cena bez znaczenia.

maj 24, 2009 · 4 komentarzy

Po powrocie zasypuje mnie ogrom spraw do załatwienia. Mam wrażenie, że jedna doba uciekła mi gdzieś w próżnię. Porządkuję tę kakofonię zadań za pomocą list rzeczy do zrobienia, notatek, dodatkowych wpisów w kalendarzu. Przypominam sobie o zegarku, rytmie godzin i minut. Powoli ogarniam chaos.

Rankami za oknem mleko, słońce wychodzi zza chmur dopiero, gdy docieram do pracy. Momentalnie porywa mnie wir obowiązków. Przez pierwsze dni próbuję pacyfikować bóle głowy i przeraźliwe ziewanie kawą, ale przy braku efektów po drugiej filiżance wywieszam białą flagę. Na szczęście jest jeszcze dobra energia zespołu, dzięki której szybko wracam na właściwe tory i kolejny raz przekonuję się, że z każdym tygodniem kocham tę pracę jeszcze bardziej. Wieczorem otwieram okno, by nacieszyć się majową burzą nad Poznaniem.

Spacerując między półkami w poszukiwaniu prezentu ślubnego dla M. i Ś., nie mogę nie wziąć do ręki tej książki Wojciecha Jagielskiego. Pragnę jej natychmiast, odkładam równie szybko – wszystko w swoim czasie. Po kilkunastu minutach jednak po nią wracam, choć obiecuję sobie, że zajrzę do niej dopiero, gdy dokończę porządkowanie własnych wrażeń z Ugandy.

Kupiłabym trochę czasu.

Kategorie: Blisko i daleko · Książkowo · Osobiste
Otagowane: ,

W telegraficznym skrócie.

maj 18, 2009 · 1 komentarz

Wróciłam. Cała, zdrowa, naładowana pozytywną energią.

Szersza relacja pojawi się, gdy tylko odeśpię niemal dwudziestogodzinną podróż, przystosuję się na nowo do starych realiów i ogarnę notatki z wyjazdu.

Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: ,

Granda, Uganda!

maj 4, 2009 · 4 komentarzy

Rezerwacja potwierdzona. Bazgrzę po liście spraw do załatwienia przed wyjazdem, skreślając kwestie już wykonane i dopisując nowe. Pakuję prezent urodzinowy dla Ph. – książkę Kapuścińskiego po angielsku. Trochę niedowierzam.

Następnego dnia wyciągam walizkę i wtedy powoli zaczyna do mnie docierać. Nagle uderza mnie fala tęsknoty, wybudzona z dotychczasowego letargu realną wizją tak rychłego spotkania. Przygotowuję rzeczy do zabrania, słuchając w Trójce Polskiego Topu Wszech Czasów. Najpierw nieśmiało podśpiewuję, by po paru minutach rozśpiewać się na całe gardło i wypełnić głosem pokój. Niepokój odpuszcza. Przez otwarte okno czuję, jak pachnie bez.

Wybieram muzykę na podróż, a decyzję w kwestii lektury do samolotu odkładam na ostatnią chwilę – wciąż waham się między „Pchlim pałacem” Elif Safak a „Doktryną szoku” Naomi Klein. Niewykluczone też, że ograniczę się do materiałów związanych z pracą albo skusi mnie coś w Berlinie.

Na dzisiejsze popołudnie zostają mi ostatnie drobiazgi do dopakowania, cała reszta już pozałatwiana, posprawdzana i podopinana, co nie powstrzymuje mnie przed sprawdzeniem wszystkiego kolejny raz.

A jutro jadę. Tam, gdzie podobno ananasy są najpyszniejsze.

Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: ,