Brytyjka

Zaklinanie, czarowanie.

październik 6, 2009 · 6 komentarzy

Za oknem jesień. Nie mogę do niej przywyknąć, wciąż mi zimno, wyciągam z szafy gruby sweter, włączam ogrzewanie.

Kolejny raz w tym kwartale odwiedzam tego sympatycznego lekarza, niechcący martwię go wynikami badań, znów słyszę: “Bardzo nie chcę Pani ciąć, naprawdę”. Wychodzę z plikiem recept i skomplikowanym grafikiem dawkowania.

Próbuję wykrzesać z siebie jak najwięcej energii do pracy nad sprawą, która wisi nade mną jak gilotyna, gotowa w każdej chwili spaść i odciąć mi głowę. Wyznaczam konkretne cele i ścigam się z czasem.

Nieśmiało snuję pomysły i robię plany, jeszcze bardzo wstępne, zależne od wielu czynników, na które nie mam wpływu. Bardzo chcę pojechać na czterotygodniowe szkolenie i choć obawiam się, iż fundusze i wspomniana gilotyna nie pozwolą mi zrobić tego w listopadzie, nie poddam się tak łatwo.

Pielęgnuję selektywną percepcję, udaję, że stanu podgorączkowego nie ma oraz nie odczuwam skutków ubocznych koktajlu leków. Podlewam wrzosy stojące na parapecie, wpatruję się w brzozy za oknem, ogrzewam dłonie i policzki kubkiem pachnącej kawy. Wierzę, że będzie dobrze.

Kategorie: Osobiste
Otagowane:

6 odpowiedzi jak dotąd ↓

Dodaj komentarz