Rezerwacja potwierdzona. Bazgrzę po liście spraw do załatwienia przed wyjazdem, skreślając kwestie już wykonane i dopisując nowe. Pakuję prezent urodzinowy dla Ph. – książkę Kapuścińskiego po angielsku. Trochę niedowierzam.
Następnego dnia wyciągam walizkę i wtedy powoli zaczyna do mnie docierać. Nagle uderza mnie fala tęsknoty, wybudzona z dotychczasowego letargu realną wizją tak rychłego spotkania. Przygotowuję rzeczy do zabrania, słuchając w Trójce Polskiego Topu Wszech Czasów. Najpierw nieśmiało podśpiewuję, by po paru minutach rozśpiewać się na całe gardło i wypełnić głosem pokój. Niepokój odpuszcza. Przez otwarte okno czuję, jak pachnie bez.
Wybieram muzykę na podróż, a decyzję w kwestii lektury do samolotu odkładam na ostatnią chwilę – wciąż waham się między „Pchlim pałacem” Elif Safak a „Doktryną szoku” Naomi Klein. Niewykluczone też, że ograniczę się do materiałów związanych z pracą albo skusi mnie coś w Berlinie.
Na dzisiejsze popołudnie zostają mi ostatnie drobiazgi do dopakowania, cała reszta już pozałatwiana, posprawdzana i podopinana, co nie powstrzymuje mnie przed sprawdzeniem wszystkiego kolejny raz.
A jutro jadę. Tam, gdzie podobno ananasy są najpyszniejsze.
4 odpowiedzi jak dotąd ↓
eM. // maj 4, 2009 @ 3:35 pm
Ech, nie napiszę co działo się ze mną podczas tych trzech dni emisji Polskiego Topu, nie napiszę bo normalnie mi wstyd za te dzikie śpiewy, okrzyki i łzy…:)
A ja, podczas tych wolnych chwil, kiedy nie noszę/nie tulę/nie karmię/nie uspokajam/nie kołyszę nowego obywatela miasta Poznania – czytam “Pchli pałac”. Smakowite i grube – jak lubię.
Szczęśliwej podróży. I całej reszty…
frida // maj 5, 2009 @ 12:14 pm
zabrałabym obie
fiołek // maj 5, 2009 @ 3:25 pm
niech zwieńczeniem podróży będą same dobre dni:)
Galapagos // maj 12, 2009 @ 10:56 pm
Bon voyage!
Ech ale ci dobrze!