Brytyjka

Wpisy od maj 2009

Kupię czas. Cena bez znaczenia.

maj 24, 2009 · 4 komentarzy

Po powrocie zasypuje mnie ogrom spraw do załatwienia. Mam wrażenie, że jedna doba uciekła mi gdzieś w próżnię. Porządkuję tę kakofonię zadań za pomocą list rzeczy do zrobienia, notatek, dodatkowych wpisów w kalendarzu. Przypominam sobie o zegarku, rytmie godzin i minut. Powoli ogarniam chaos.

Rankami za oknem mleko, słońce wychodzi zza chmur dopiero, gdy docieram do pracy. Momentalnie porywa mnie wir obowiązków. Przez pierwsze dni próbuję pacyfikować bóle głowy i przeraźliwe ziewanie kawą, ale przy braku efektów po drugiej filiżance wywieszam białą flagę. Na szczęście jest jeszcze dobra energia zespołu, dzięki której szybko wracam na właściwe tory i kolejny raz przekonuję się, że z każdym tygodniem kocham tę pracę jeszcze bardziej. Wieczorem otwieram okno, by nacieszyć się majową burzą nad Poznaniem.

Spacerując między półkami w poszukiwaniu prezentu ślubnego dla M. i Ś., nie mogę nie wziąć do ręki tej książki Wojciecha Jagielskiego. Pragnę jej natychmiast, odkładam równie szybko – wszystko w swoim czasie. Po kilkunastu minutach jednak po nią wracam, choć obiecuję sobie, że zajrzę do niej dopiero, gdy dokończę porządkowanie własnych wrażeń z Ugandy.

Kupiłabym trochę czasu.

Kategorie: Blisko i daleko · Książkowo · Osobiste
Otagowane: ,

W telegraficznym skrócie.

maj 18, 2009 · 1 komentarz

Wróciłam. Cała, zdrowa, naładowana pozytywną energią.

Szersza relacja pojawi się, gdy tylko odeśpię niemal dwudziestogodzinną podróż, przystosuję się na nowo do starych realiów i ogarnę notatki z wyjazdu.

Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: ,

Granda, Uganda!

maj 4, 2009 · 4 komentarzy

Rezerwacja potwierdzona. Bazgrzę po liście spraw do załatwienia przed wyjazdem, skreślając kwestie już wykonane i dopisując nowe. Pakuję prezent urodzinowy dla Ph. – książkę Kapuścińskiego po angielsku. Trochę niedowierzam.

Następnego dnia wyciągam walizkę i wtedy powoli zaczyna do mnie docierać. Nagle uderza mnie fala tęsknoty, wybudzona z dotychczasowego letargu realną wizją tak rychłego spotkania. Przygotowuję rzeczy do zabrania, słuchając w Trójce Polskiego Topu Wszech Czasów. Najpierw nieśmiało podśpiewuję, by po paru minutach rozśpiewać się na całe gardło i wypełnić głosem pokój. Niepokój odpuszcza. Przez otwarte okno czuję, jak pachnie bez.

Wybieram muzykę na podróż, a decyzję w kwestii lektury do samolotu odkładam na ostatnią chwilę – wciąż waham się między „Pchlim pałacem” Elif Safak a „Doktryną szoku” Naomi Klein. Niewykluczone też, że ograniczę się do materiałów związanych z pracą albo skusi mnie coś w Berlinie.

Na dzisiejsze popołudnie zostają mi ostatnie drobiazgi do dopakowania, cała reszta już pozałatwiana, posprawdzana i podopinana, co nie powstrzymuje mnie przed sprawdzeniem wszystkiego kolejny raz.

A jutro jadę. Tam, gdzie podobno ananasy są najpyszniejsze.

Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: ,