Cztery spotkania z chirurgiem w ciągu ośmiu dni i zaczynam tracić cierpliwość. Robię dobrą minę do złej gry, czuję jednak, że te cięcia, zmiany opatrunków, końskie dawki leków, zawroty głowy, milczący telefon i kilkunastodniowa jednoręczność są ponad moje siły. Coraz bardziej złości mnie własna nieporadność. Pachnąca jak świeża bułeczka przesyłka ze Znaku i ciepły głos Ph. na szczęście pomagają przetrwać dzień.
Dla osłody wybieram się na weekendowe szkolenie w Trójmieście. Próbuję się spakować, lecz wbrew pozorom nie jest takie proste. Zazwyczaj nie mam z tym problemu, tym razem jednak wybór rzeczy ciepłych, nie wymagających przełożenia przez głowę, dających się założyć jedną ręką, do tego w miarę „konferencyjnych”, a jednocześnie takich, spod których nie będą malowniczo prześwitywały opatrunki, okazuje się być nie lada łamigłówką, którą ostatecznie udaje mi się rozwiązać. Do pociągu zabieram rozgrzewającą lekturę i nie zawaham się jej użyć.
Tymczasem dość już tego marudzenia, jutro jadę nad morze!
Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: notatnik, tu i tam
Przepraszam, ale przy takim zabiegu nie mogę pani znieczulić. Nie szkodzi, uśmiecham się niepewnie i biorę głęboki oddech. Zamykam oczy i przywołuję pod powiekami noworoczne obrazy. Kilka razy wymyka mi się syknięcie, ale kieruję myśli w stronę wizji rychłej ulgi. Jestem dzielna, powtarzam sobie.
Wycinane paskudztwo nie daje łatwo za wygraną, atakuje kolejne miejsca. Kontrolna wizyta okazuje się powtórką zabiegu, od chirurga wychodzę z dodatkowymi gazami i plastrami na ciele, obolała, lecz zadowolona takim obrotem spraw – im więcej się wytnie, tym mniej zostaje do wyplenienia. Nie zrażam się, staram się mało marudzić. Zaciskam zęby przy każdej zmianie opatrunków, łykam, co trzeba i nabieram coraz większej wprawy w posługiwaniu się jedną ręką. Z ogromną satysfakcją obserwuję, jak paskudztwo zaczyna w końcu powoli odpuszczać.
Uspokajam przez telefon zaniepokojonego Ph., wszystko jest pod kontrolą, może ze spokojem lecieć. Piję kolejną herbatę i, wykorzystując niecnie okazję, wybieram dla siebie kilka książek „na pocieszenie” (zresztą któż mógłby się oprzeć takiej pokusie?). Do czytania nie potrzeba obu rąk, tłumaczę sumieniu. Nie ma tego złego, prawda?
Kategorie: Osobiste
Otagowane: notatnik
Ciepły piasek między palcami. Morska piana wokół kostek. Trójka dzieci grająca z falami w berka. Konsternacja Ph., gdy zdejmuję buty i boso biegnę w stronę turkusu. Łagodna bryza wplątana we włosy.
Chwilę później czytam w notatniku zapiski sprzed kilkunastu dni i nie chce mi się wierzyć, że to moje słowa:
“As I sit and watch the snow fallin’ down
I don’t miss you at all
I don’t miss you at all”
Słucham i nucę wielokrotnie przez całą niedzielę, uparcie zaklinając to, co wewnątrz i na zewnątrz; własne myśli i aurę za oknem. Dziś ze zdumieniem odkrywam, że ponurą szarość przykrywają połacie czystej bieli. Pierwsza część się zgadza, a zatem może już niedługo uspokoją się myśli?
Teraz myśli mam spokojne jak rzadko, oczy zmrużone od słońca, a policzek schowany w jego dłoni.
Chwilo, trwaj.
Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: notatnik, tu i tam
Plany nadgonienia wielu spraw i wykonania garści innych istotnych zadań chwilowo sparaliżowane – mimo obiecujących postępów wróg powraca z odsieczą. Następuje przykucie do łóżka na kilka (o tych kilka za dużo) dni, wobec czego muszę spasować. Złości mnie ta niemożność działania, litery i cyfry zlewające się w czarne plamy tuszu, ciało nie tolerujące dźwięków nie będących szeptem ani pożywienia innego niż pieczywo z masłem. Rozdrażnienie potęguje świadomość bezproduktywnie uciekającego czasu i nieprzesuwalność wiszących nad głową terminów. Czy naprawdę nie da się przełożyć tego mojego chorowania na inny termin? Mam w grafiku trochę wolnego czasu przed Nowym Rokiem.
Termin upragnionego szkolenia zbliża się wielkimi krokami, właściwie już czas najwyższy decydować, bukować bilet, a ja wciąż słaba i z zaległościami, których nadrobienie ustanowiłam warunkiem wyjazdu. Owszem, podgoniłam gilotynę, ale to wciąż za mało. Nadal też przede mną wizyta u przesympatycznego lekarza, który podejmie decyzję – ciąć czy nie. Następna szansa na to szkolenie w połowie lutego.
Ph. donosi, że będzie dwa dni w Berlinie, zanim wchłonie go kontrakt w kolejnym bardzo dalekim kraju (o restrykcyjnych warunkach wjazdu ze względów bezpieczeństwa), a ja nerwowo zerkam na termometr – niech chociaż gorączka mi spadnie, żebym mogła wsiąść w pociąg, z resztą dolegliwości sobie poradzę.
PS. Dla zwolenników happy-endów: Temperatura obniżyła się do akceptowalnego poziomu, a organizm zaczął przyjmować szerszy wachlarz pokarmów, więc dzisiejszy wpis sponsoruje jeden z berlińskich hot spotów
Kategorie: Blisko i daleko · Osobiste
Otagowane: notatnik, tu i tam
Szczęście ma dla mnie barwę henny, którą na mojej dłoni tradycyjny wzór maluje młoda dziewczyna o pakistańskich korzeniach.
Szczęście ma dla mnie twarz pięciolatka, który wyłowiwszy mnie z tłumu, rzuca mi się na szyję z radosnym okrzykiem: „Ciociu, popatrz, jak ja uduszam z miłości!”
Szczęście ma dla mnie temperaturę ciała śpiącego Ph., który swoim ciepłem ogrzewa moje sny.
Szczęście ma dla mnie dotyk trawy, po której biegam i tańczę boso w parku.
Szczęście ma dla mnie dźwięk strzelających w ogniu polan drewna, słyszalnych mimo dziarskiego śpiewu przy akompaniamencie gitary.
Szczęście ma dla mnie zapach soli morskiej w wilgotnym powietrzu, którym silny wiatr wypełnia brukowane uliczki miasta.
Szczęście ma dla mnie kształt okręgu, który tworzą moi przyjaciele wokół zgromadzonych na podłodze pyszności, czekając na zachód słońca, by zasiąść do iftar.
Szczęście ma dla mnie smak przypraw korzennych w grzanym winie i herbacie, bez których nie obędą się spotkania w deszczowe wieczory, pełne rozmów o najważniejszych sprawach tego świata.
W trzeciej części filmu „Niekończąca się opowieść” pamięć Bastiana, głównego bohatera, przybiera formę szklanej misy wypełnionej po brzegi kryształowymi kulkami. W przejmująco chłodne dni chciałabym sięgnąć do takiej misy, by obejrzeć i przeżyć znów własne kryształowe wspomnienia, nie popadając równocześnie w melancholię. Chciałabym mniej tęsknić do miejsc, w których zostawiłam część siebie.
Kategorie: Blisko i daleko · Filmowo · Osobiste
Otagowane: notatnik, peace studies, tu i tam